– Antoni, tak aktywny człowiek jak ty, na emeryturze? Szczerze mówiąc, trudno mi to sobie wyobrazić…

– Plan jest taki, żeby nie zastygnąć. Chcę mieć stały kontakt ze środowiskiem chorzowskiej kultury. Jestem z nim mocno związany. Mogę powiedzieć, że te relacje zaczęły się już, kiedy jako dziesięciolatek pojawiłem się w Teatrze Reduta Śląska i trwają do teraz. Mimo tych dziesiątek lat bałem się tego, że człowiek na emeryturze jest traktowany jak ktoś, kto już odszedł. Widzę – i bardzo mnie to cieszy! – że mnie to nie grozi. Na każdym kroku spotykam się z życzliwością, znajomi dzwonią, pytają o samopoczucie, proszą o rady. W najdalej nawet wybiegających marzeniach nie przypuszczałem, że u kresu zawodowej drogi doświadczę tak niesamowitego pożegnania. To było wielkie zaskoczenie, ale przede wszystkim ogromny zaszczyt i honor, móc stanąć na scenie Teatru Rozrywki podczas tegorocznej Miejskiej Inauguracji Roku Kulturalnego, by odebrać chorzowski Medal im. Kurta Aldera za osiągnięcia w edukacji. Przebiegłem wzrokiem po wypełnionej widowni, dostrzegając wiele znajomych twarzy ludzi, z którymi spotykałem się przy pracy i od których sam niejednokrotnie wiele się nauczyłem. Wszystkim chciałbym wyrazić dziś swoją wdzięczność!

– O ile dobrze pamiętam kolejność, twoja zawodowa ścieżka w miejskich instytucjach kultury to Młodzieżowy Dom Kultury przy ul. Lompy, Starochorzowski Dom Kultury, Chorzowskie Centrum Kultury i powrót do SDK…

– Wcześniej jeszcze przez siedem lat pracowałem jako kierownik Zakładowego Domu Kultury Kopalni Barbara Chorzów. Już wtedy miałem kontakt na niwie kulturalnej z wieloma mieszkańcami naszego miasta. Starałem się bardzo, by ta placówka nie była w głównej mierze miejscem okolicznościowych akademii i obchodów Barbórkowych. Byłem tam kierownikiem programowym, technicznym, oświetleniowcem, nagłośnieniowcem, a nawet didżejem w jednej osobie. Organizowałem koncerty, pokazy mody, zajęcia szkoły tańca dla dzieci i dorosłych, Młodzieżowe Dni Chorzowa… Był to czas przemian ustrojowych, Kiedy już było wiadomo, że kopalnia będąc w likwidacji musi zrezygnować z prowadzenia domu kultury, jej dyrektor, Henryk Brol, zaprosił mnie na rozmowę. Powiedział, że mam zrobić wszystko, by w budynku ZDK zadomowiły się dzieci. Wtedy uda się uratować obiekt i nie skazywać go na funkcję magazynu śrubek. Odbyły się rozmowy z władzami miasta, w wyniku których udało się doprowadzić do przeprowadzki Młodzieżowego Domu Kultury z obiektów Ogrodu Jordanowskiego przy ul. Styczyńskiego, które dziś zajmuje Towarzystwo Ochrony Praw i Godności Dziecka „Wyspa”, do budynku opuszczanego przez ZDK, przy ul. Lompy. Ja sam, 1 stycznia 1996 roku, zostałem zastępcą dyrektora Młodzieżowego Domu Kultury. W roku 1999 objąłem funkcję dyrektora tej placówki. Starałem się dbać o poziom merytoryczny i rozwój sekcji. Zawsze wspierałem młode talenty. Byłem obecny przy początkach artystycznej działalności Mirka Breguły z zespołu Universe, wspierałem też Andrzeja Lamperta. Gdy przygotowywał się do występu w „Szansie na sukces” starałem się stworzyć mu odpowiednie warunki do ćwiczeń i kupiłem płyty, a teraz z satysfakcją śledzę rozwój jego kariery i trzymam kciuki za dalsze sukcesy!

Antoni Sobczyk

– Kolejny twój przystanek po Młodzieżowym Domu Kultury” to, powiedzmy umownie, „Przystanek Krajcok”. Trafiłeś do Starochorzowskiego Domu Kultury. Miasto Chorzów przejęło dawny Dom Kultury Zakładów Azotowych z rąk Starochorzowskiej Fundacji Kultury. Przyszedłeś tam znowu z misją?

– Widać, taka moja rola… Kto dziś pamięta, że wtedy w 2003 roku Starochorzowski Dom Kultury to była tylko sala widowiskowa i kilka salek od holu w lewo? Całe drugie skrzydło obrócone było w zgliszcza, w których można było kręcić filmy wojenne. Udało mi się „wybiegać” pieniądze na remont i Starochorzowski Dom Kultury zyskał nowe sale, dzięki czemu można było tam rozwijać działalność sekcji i kół zainteresowań. Z czasem, dzięki środkom unijnym udało się z ogrodu tej placówki usunąć zgniły socrealizm i stworzyć świetne miejsce do wydarzeń plenerowych, które w razie niepogody można sprawnie przenieść do budynku.

– Wspominasz o środkach unijnych. Dzięki nim możliwe było powołanie do życia Chorzowskiego Centrum Kultury w gruntownie wyremontowanym budynku, który powstał przed wojną jako Miejski Dom Ludowy, a później mieścił m.in. Teatr Miejski i Miejską Galerię Sztuki „MM”. Podjęto decyzję, że siły na rzecz powstania ChCK połączą Starochorzowski Dom Kultury i Miejski Dom Kultury „Centrum”, a ty zostaniesz Pełnomocnikiem Prezydenta Miasta do spraw Chorzowskiego Centrum Kultury w organizacji, a w końcu dyrektorem nowej placówki…

– Kierowanie Chorzowskim Centrum Kultury to było wyzwanie i na pewno przygoda, ale też ogromna odpowiedzialność. Pamiętam jak trudno było nam w początkach zapraszać gwiazdy. Nikt nie wierzył, że mamy tu tak znakomite warunki techniczne – salę ze świetnym nagłośnieniem, oświetleniem i sceną obrotową. Musieliśmy
przekonywać też publiczność. Pierwsze koncerty odbywały się przy niepełnej widowni… Taka sytuacja trwała kilka miesięcy. Od początku działalności ChCK kładliśmy nacisk na rozwój sekcji, co stanowi do dziś mocną stronę tej instytucji. Wystarczy wymienić Studio Musicalowe „Step” Tomasza Micha, Studio Tańca Współczesnego „TENDI” czy Stowarzyszenie „Teatr Reduta Śląska”, realizujące spektakle i widowiska na najwyższym profesjonalnym poziomie.

– Czy są jakieś wydarzenia, które wryły się w twoją pamięć na tyle, że teraz co jakiś czas wracają w miłych wspomnieniach, albo koszmarnych snach?

– W kategorii miłych mieszczą się dwa spotkania. Pierwsze z Maestro Wojciechem Kilarem, który przyjechał odebrać specjalną Nagrodę Prezydenta Chorzowa w Dziedzinie Kultury. To był prawdziwie złoty czas Chorzowskiego Centrum Kultury, akurat wtedy pod skrzydłami ChCK gościli filharmonicy, którzy na czas remontu Filharmonii Śląskiej w Katowicach nie mieli gdzie odbywać prób. Drugie spotkanie to wizyta pochodzącej z naszego miasta wybitnej aktorki kina europejskiego – Hanny Schygulli, która także została laureatką kulturalnej Nagrody Prezydenta Chorzowa. W kategorii koszmaru pamiętam wieczór, gdy podczas występu nauczycielskiego zespołu teatralnego „Rechtory na klopsztandze” spadło rusztowanie z oświetleniem. Na szczęście konstrukcja cudem się zatrzymała i nikomu nic się nie stało. W 2009 roku gościliśmy wielki projekt przygotowany z okazji rocznicy śmierci Fryderyka Chopina – koncert „Poem of Chopin”. Można było posłuchać jego utworów w najprzeróżniejszych aranżacjach. Częścią programu był też występ zespołu tańca współczesnego. Któryś z pracowników ChCK przez przypadek zauważył ich próbę i podniósł alarm. Okazało się, że tancerze we fragmencie swojego występu efektownie sypią mąką. Pech chciał, że pomysł zagrażał naszemu fortepianowi Steinway. Poinformowaliśmy zespół o problemie, odbyły się nowe próby i kosztownemu instrumentowi udało się zapewnić pełnię bezpieczeństwa. Wtedy byłem przerażony, dziś się z tego śmieję – to już tylko anegdota, jak wiele innych.

Autor

Krzysztof Knas

redaktor naczelny magazynu "Chorzów Miasto Kultury". naczelny@cmyk.media.pl

Używamy ciasteczek w celu dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych, a także tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych. View more
Akceptuj
Skip to content