– Trudno. Nie będę oryginalny, pytając na początku – jak to się wszystko zaczęło?

Nie będę oryginalny, mówiąc, że lubiłem rysować jako dziecko. Później to zarzuciłem, aż do czasu, kiedy trafiłem do pracy w III LO im. Stefana Batorego. Tu w pokoju nauczycielskim spotkałem się z Jackiem Kurkiem, który akurat zaczął wydawać miesięcznik społeczno-kulturalny „Hajduczanin” i rzucił mi rysunkowe wyzwanie. Przyjąłem je, przygotowując dla niego kilka, sporządzonych tuszem, rysunkowych widoków Chorzowa Batorego. Z czasem powstały prace poświęcone innym częściom naszego miasta. Inspirowały mnie akwarele Jana Herli, wydane jako zestaw „chorzowskich” pocztówek. Podobało mi się jego spojrzenie na Chorzów, dokumentowanie miejsc, które się zmieniają, przemijają. Zmobilizowany do działania, sporządziłem własną kolekcję. Wielką radością było dla mnie to, że i ona trafiła na pocztówki, wydane staraniem Stowarzyszenia Miłośników Chorzowa im. Juliusza Ligonia. Przez lata i w tym moim zestawie przybywa miejsc, których wizerunek mocno się zmienił. Wiele razy proszono mnie o „dorysowywanie” nowych widoków. Ukazywały się one drukiem w publikacjach książkowych i na łamach prasy… Zaczęły niejako żyć własnym życiem. Z jednej strony mnie to cieszyło, a z drugiej zaczęło nieco nużyć. Poczułem, że wpadam w jakąś monotonię, potrzebowałem czegoś nowego. I wtedy znowu poszedłem za głosem Jacka Kurka, który zasugerował mi odwiedziny w pracowni malarskiej Piotra Naliwajki.

Autoportret

– Jak się pan tam odnalazł?

– Nie miałem żadnej taryfy ulgowej. Musiałem, jak wszyscy, przejść wstępną weryfikację prac, a potem regularnie uczestniczyć w spotkaniach. To bardzo specyficzna grupa. Pracownia mistrzowska, w której terminują adepci sztuki w różnym wieku – od dzieciństwa do późnej dorosłości. Dziś już tam nie zaglądam, życie idzie do przodu i brakuje czasu, ale sporo się tam nauczyłem. Poznałem tajniki akwareli, pasteli, malarstwa olejnego; mocno poszerzył się wachlarz możliwości mojej twórczej wypowiedzi. Jestem za to wdzięczny Piotrowi Naliwajce. Jako chorzowianie możemy być dumni z faktu, że artysta tego formatu jest jednym z nas, a mam wrażenie, że nie potrafimy tego właściwie docenić.  

– W jakiej technice czuje się pan dziś najlepiej?

– Zauważyłem, że techniki – co wynika być może z tego, że nie kończyłem szkół artystycznych i nie jestem w tej dziedzinie profesjonalistą – przeplatają się u mnie dość spontanicznie. Trudno mi więc wskazać jedną, wszystko zależy od chwili. Ważne jest dla mnie to, że moje prace są rozpoznawalne i podobają się odbiorcom. Twórczość jest rodzajem ekshibicjonizmu. Tworzymy po to, by pokazywać. Nie znam malarza, który chowałby swoje obrazy pod szafą.

Chorzowskie Centrum Kultury

– A inspiracje? Odnoszę wrażenie, że wiele czerpie pan z muzyki?

– Czy muzyka mnie inspiruje? Raczej po prostu nieustannie towarzyszy mi w czasie tworzenia. Nie potrafię tworzyć w ciszy, zawsze coś u mnie „brzęczy”. To, że zacząłem portretować znanych muzyków, to właściwie przypadek. Trudno mi szukać ludzi, którzy zechcieliby pozować do portretu. W tej sytuacji najprościej sięgnąć po fotografie. Najlepiej zaś sprawdzają się wizerunki gwiazd będące dziełem wybitnych fotografików. Wiele z nich jest czarno-białych. Dosłownie aż proszą się o przeniesienie na papier za pomocą tuszu. Rafał Zaremba, dyrektor Wydziału Kultury, Sportu i Turystyki Urzędu Miasta Chorzów zobaczył kilka moich prac z dziedziny portretu i zaproponował mi wystawę w ramach Vinyl Festivalu. W chorzowskiej „Sztygarce” zaprezentowałem około 30 wizerunków. Miały powisieć miesiąc, zostały tam do dziś…

Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że inspiruje mnie wszystko: jazda na rowerze, nowy krajobraz, zwierzęta i ludzie, prace innych artystów… Wśród tych, których podziwiam są m.in. Piotr Naliwajko, Aleksander Żywiecki i Jan Wołek. Przyglądam się temu, co robią, ale idę własną drogą, choć raczej nigdy nie zmierzam w jakimś konkretnym kierunku, nie planuję. Daję się prowadzić wenie.

– Jak ze swojej perspektywy patrzy pan na miejsce twórców nieprofesjonalnych w świecie sztuki?

– Dożyliśmy czasów, w których ta granica, nie tylko w świecie sztuk plastycznych, się zatarła. Jeśli zaś chodzi o ocenę tego faktu, to już rola krytyków…

– Jest pan członkiem Chorzowskiej Grupy Plastycznej „Krajcok’12”. W grupie raźniej?

– Zaproszenie do tego interesującego, różnorodnego grona otrzymałem niedługo po powstaniu grupy. Poczytuję to sobie za zaszczyt i doceniam tę przynależność, dzięki której mam zdecydowanie więcej możliwości prezentowania tego, co robię. Wystawy indywidualne są oczywiście większym wyzwaniem, przedsięwzięciem autorskim od początku do końca, ale zbiorowe też mają swoją wartość, pozwalając nie tylko na kontakt z publicznością, ale też na wymianę doświadczeń z innymi uczestnikami.

Adam Lempa

jest chorzowianinem, nauczycielem wychowania fizycznego w III LO im. Stefana Batorego. Uwielbia aktywny wypoczynek, jest znawcą klasycznego rocka, miłośnikiem malarstwa i rysunku.

Autor

Krzysztof Knas

redaktor naczelny magazynu "Chorzów Miasto Kultury". naczelny@cmyk.media.pl

Używamy ciasteczek w celu dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych, a także tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych. View more
Akceptuj
Skip to content