– Jak doszło do nagrania „Modlitwy za Ukrainę”?

– Muszę zacząć od tego, że kiedy 24 lutego wybuchła wojna, u mnie już była znajoma Ukrainka. Dzień wcześniej przywiozła „cały bagaż” świeżych i pełnych emocji wieści z sytuacji na Ukrainie. Słuchałam jej przejęta, a mój wewnętrzny bunt narastał. Historia mojej rodziny jest skomplikowana: ojciec Ukrainiec, matka Rosjanka, korzenie w Polsce. Zawsze byłam przeciwko jakiejkolwiek wojnie. Moich bliskich wielka historyczna zawierucha doświadczyła bardzo boleśnie – w II wojnie światowej zginęli obaj moi dziadkowie, Ukrainiec i Rosjanin. Od pierwszych chwil potwornie przeżywam to, co się aktualnie dzieje. W Teatrze Polskim w Poznaniu byłam świeżo po kilku spektaklach „Cudzoziemki”, gdzie gram Różę, Polkę urodzoną w Rosji, która pyta o to, gdzie właściwie jest jej miejsce.  Umawialiśmy organizację koncertu na rzecz Ukrainy. Miałam w nim, w języku rosyjskim, zaśpiewać utwór „Wojna”, który jest dla mnie bardzo ważny. Ten sam tekst w 2015 roku śpiewałam podczas Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Była to wtedy piosenka bardzo świeża, nawiązująca do wojny w Donbasie. Tekst napisał zwykły ukraiński chłopak, a jako pierwsza przejmująco wykonała go Ałła Pugaczowa… Wróćmy jednak do wydarzeń bieżących… Wzięłam udział w pierwszej próbie koncertu w Teatrze Polskim, której przysłuchiwały się dziewczyny z Ukrainy. Rozmawiałyśmy, było wiele emocji. Zaśpiewałam. Później od jednej z nich dostałam mocnego sms-a. Napisała, że nie życzy sobie, bym śpiewała w tym koncercie po rosyjsku… To było dla mnie jak policzek. Wstrząśnięta zadzwoniłam do dyrektora teatru, jednak Im bardziej mnie przekonywał, że powinnam zaśpiewać, tym bardziej we mnie kiełkowało przekonanie, że trzeba się wycofać. Zrezygnowałam, choć trudno mi było wyobrazić sobie, że nie dołożę swojej cegiełki do tak ważnego koncertu… Postanowiłam, że wyjadę na jakiś czas. W drodze odebrałam telefon od Małgorzaty Zwolińskiej, która powiedziała mi, że napisała tekst „Modlitwa za Ukrainę” i marzy o tym, by został on zaśpiewany po polsku, rosyjsku i ukraińsku, a do tego bardzo by chciała, żebym wzięła udział w tym przedsięwzięciu, śpiewając po rosyjsku.

– Wahałaś się po doświadczeniu z poznańskiej próby?

– Ani sekundy. To była szybka, spontaniczna akcja. Świeżo powstały tekst w języku polskim, natychmiast został skierowany do tłumaczenia. Wersja ukraińska była opracowywana w schronie, w czasie trwającego nalotu… Zupełnie jednak nie wiedzieliśmy, kto mógłby tę ukraińską wersję wykonać. Moją uwagę na Sofiię Popovą zwrócił choreograf Kuba Lewandowski, przyjaciel jeszcze z czasów chorzowskich. Opowiedział mi o młodziutkiej artystce pracującej od niedawna w balecie Teatru Rozrywki, pokazał mi jak śpiewa. Ja jej już zupełnie nie znałam, bo się w chorzowskim teatrze rozminęłyśmy – odeszłam z zespołu w 2019 roku.

– Domyślam się, że także przyjęła propozycję bez zastanowienia…

– To byłoby zbyt piękne. Nawiązanie kontaktu wzięłam na siebie. Zadzwoniłam i wyczułam dystans. Nie dziwię się, bo jej rodzina także została ciężko doświadczona przez wojnę – ojciec zginął w 2018 roku w Donbasie. Powiedziała mi: „Przepraszam, ale ja muszę wiedzieć, po której jest pani stronie”. Rozmawiałyśmy długo, cieszę się, że w końcu mi zaufała.

– Realizacja projektu odbyła się błyskawicznie… 24 lutego wybuchła wojna, a już 7 marca miała miejsce oficjalna premiera utworu, wyprodukowanego przez Teatr Groteska w Krakowie…

  – Nagrania studyjne zajęły półtora dnia, do głębokiej nocy nagrywałyśmy materiał video. Przedpremierowo wykonałyśmy utwór w czasie koncertu w Teatrze Żydowskim w Warszawie. 7 marca premiera z udziałem mediów odbyła się w Teatrze Groteska. Wtedy też nagranie trafiło do internetu. Do dziś, zliczając wszystkie kanały dystrybucji, ma już półtora miliona wyświetleń i spotyka się z niesamowitym odzewem. Docierają do nas pozytywne głosy z całego świata, od Brazylii po Dubaj. Przebijamy się z naszym przekazem nawet do Rosji. Dla mnie i dla Sofii ten projekt ma ogromne znaczenie. Pozwolił nam działać. Poprzez sztukę mogłyśmy wykrzyczeć nasz ból i protest przeciwko wojnie.

Głosy słuchaczy

ANGLIA: Już wiele razy słuchałem modlitwy, przesyłając ją wielu innym, na całym Świecie, ale to wysłuchanie za pierwszym razem zostawiło  we mnie niezapomniane głębokie przeżycie duchowe – smutku w jakimś wstrząsającym pięknie – takim pięknie jakiego doświadczam słuchając 3 symfonii Góreckiego.

ROSJA: Jestem w Rosji. Tu wszystko jest zablokowane. Ja odbieram internet przez Chiny. Zamieszczam modlitwę na swoim kanale. Nie boję się!

UKRAINA: Jestem Ukrainką, mieszkam w Ukrainie. Mówię po rosyjsku. Modlę się po rosyjsku. Język, w jakim mówią ludzie i ich pochodzenie nie mogą dzielić. Niech żyje Ukraina!

ARGENTYNA: Cała moja solidarność z Narodem Ukrainy! Czuję głęboki smutek z powodu tak wielu ludzkich strat i tak wielkiego bólu. Siły Ukraino! Życzę pokoju z Argentyny.

USA: Serce pęka. Napisz, jak możemy pomóc.

ZJEDNOCZONE EMIRATY ARABSKIE: Nazywam się Farzad – Irańczyk, pracuję w Dubaju. Jesteście w naszym sercu. Udostępniam Modlitwę. Precz z Putinem!

POLSKA: Nie pamiętam kiedy słyszałam coś równie wstrząsającego(…)Słyszałam najpierw po polsku, następnie po ukraińsku i rosyjsku. Fakt, że dziewczyny śpiewają w swoich ojczystych językach jest jeszcze bardziej wstrząsający.

BRAZYLIA: Dziękuję polskim braciom i innym narodom w regionie za pomoc uchodźcom. Tutaj w Brazylii również przyjmiemy braci uchodźców. Boże chroń Ukrainę.

Autor

Krzysztof Knas

redaktor naczelny magazynu "Chorzów Miasto Kultury". naczelny@cmyk.media.pl

Używamy ciasteczek w celu dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych, a także tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych. View more
Akceptuj
Skip to content