– Szybkie pytanie na początek: pies czy kot?

– Szybkie, ale nie proste, bo nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. Szczerze mówiąc nigdy się nad tym nie zastanawiałam i mam nadzieję, że nie będę musiała. Dla mnie nie ma różnicy. Miłość nie wyklucza. Aktualnie jestem współlokatorką kota… (śmiech).

– W Galerii Antresola Chorzowskiego Centrum Kultury jeszcze do 21 lipca można oglądać wystawę pani malarstwa, zatytułowaną „Zwierzenia”. Po niewielkiej, ubiegłorocznej prezentacji prac w Chorzowskim Centrum Integracji Międzypokoleniowej, w ramach imprezy „Cześć, pies!” to pierwsza pani duża wystawa indywidualna. Jak ją pani traktuje?

– Cóż, jestem szczęśliwa, że do niej doszło. Nie bez znaczenia jest tu miejsce. Chorzowskie Centrum Kultury to mój Matrix. W wernisażu uczestniczyło wiele bliskich mi osób, a ich obecność niewątpliwie sprawiła mi przyjemność. Wernisaż był dla mnie świętem równym chwili obrony licencjatu w Akademii Sztuk Pięknych… Temat wystawy też nie mógł być inny – „Zwierzenia” to w tym przypadku zabawa słowem. Ekspozycję zbudowałam tak, by była intymna jak zwierzenie, ale też tak, by sporo miejsca poświęcić zwierzętom. Są tu portrety zwierzęce, są autoportrety i portrety zwierzęco-ludzkie, w których ludzie mają jednak zdecydowanie mniej istotną rolę. Ekspozycja stanowi przegląd prac powstałych na przestrzeni ośmiu lat. Składa się na nią głównie malarstwo olejne, ale jest też kilka grafik, wykonanych w technice sitodruku i suchej igły.  Spojrzałam na to, co zrobiłam w tym czasie i temat wyłonił się sam, układając moje prace w bardzo osobistą opowieść, która choć może początkowo wydawać się chaotyczna, to jednak jest spójna.

– Ucieszyłem się, widząc wśród prezentowanych prac moje ulubione portrety zwierzaków z internetowych memów. Dziś mogę zapytać skąd pomysł, by przenieść je na płótno?

– Dla mnie, jako osoby z pokolenia końcówki lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku, internet jest czymś zupełnie naturalnym. Siedzę w tym medium. To – obok radia –  moje okno na świat. Skoro wnika w świadomość, oczywistym jest, że jego odbicie pojawi się w twórczości. Przesiąkamy internetem i cyfryzacją. Memy znamy chyba wszyscy, gdy w rozmowie pada jakieś odniesienie do mema, nie musimy mieć go przed oczami, by wiedzieć o co chodzi.

– Skoro już jesteśmy przy internecie, nie mogę na chwilę nie odejść od malarstwa i nie zapytać o społecznościowy profil „Piesek pod sklepem”, który zyskuje coraz większą rzeszę fanów. O jego popularności świadczy też niewątpliwie to, że znajduje naśladowców. Nie wszyscy wiedzą, że to pani go stworzyła. Idea była przemyślana, czy spontaniczna?

– „Piesek pod sklepem” zaistniał w roku 2011, w czasach, gdy jeździłam na studia do Katowic. Mijając regularnie jeden z dyskontów, zauważyłam, że bardzo często na swojego opiekuna czeka tam jeden bardzo konkretny pies. Zaczęłam robić mu zdjęcia, a gdy zebrała się ich spora kolekcja, pomyślałam, by podzielić się nimi z innymi. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Początkowo „Piesek pod sklepem” był rodzajem żartu i zabawy, adresowanym do wąskiego grona znajomych. Z upływem czasu zaczął zyskiwać coraz większe grono obserwujących, którzy sprawili, że pomysł ewoluował. Fani profilu zaczęli przysyłać własne zdjęcia piesków pod sklepem. Dzięki nim ten projekt stał się miejscem, które mówi o psiej wierności i miłości do człowieka, a także pokazuje niezwykłą różnorodność czworonogów. Mogę powiedzieć, że także „pieski pod sklepem” – grube, chude, małe, duże, mniej lub bardziej kudłate i z jakichś powodów charakterystyczne lub wywołujące uśmiech przy pierwszym spojrzeniu, nie raz już inspirowały moje obrazy.. To dość niespodziewany efekt istnienia tego społecznościowego profilu.

– Zwierzęce portrety powstają w oparciu o fotografie? Czworonogi są chyba zbyt żywiołowe, by mogły być dobrymi modelami w kontakcie bezpośrednim? Nie sądzę, że usiedzą w miejscu dłużej niż kilka sekund?   

– I na to można znaleźć sposób! Udowodnił to David Hockney, tworząc pełną uroku serię akwarel prezentujących jego jamniki. System artysty polegał na tym, że rozkładał farby, pędzle i papier w każdym kącie domu, czekając, aż któryś z psiaków gdzieś przyśnie. Mógł go wtedy w spokoju uwiecznić z wywalonym do góry brzuszkiem i uśmiechniętą mordką… Ja wiele już razy usiłowałam namalować mojego kota – Kiwi, jednak obawiam się, że nigdy nie dosięgnę jego piękna… Dlatego zdecydowanie lepiej maluje mi się zwierzęta „zdystansowane”, takie jak wspomniany „piesek pod sklepem” czy czworonogi znajomych…

– Jak pani pracuje?

– Niestety bardzo nieregularnie, ze świadomością, że mam tu duże pole do poprawy, bo w sztuce, jak we wszystkim, ważna jest systematyczność. Mam całą masę pomysłów, ale nad wieloma z nich zbyt długo deliberuję. Gdy w końcu przystępuję do malowania, to w efekcie tych przemyśleń wydaje mi się, że moje pomysły są zbyt banalne, co oczywiście nie musi być prawdą. Piotr Pilawa, świetny malarz, z którym miałam okazję pracować w Miejskiej Galerii Sztuki „MM” i z którym często rozmawiam, powiedział mi kiedyś, że obraz wymyśla się przy płótnie, a od myślenia jeszcze nikt nic nie namalował. Staram się stosować do tej wskazówki.   

Autor

Krzysztof Knas

redaktor naczelny magazynu "Chorzów Miasto Kultury". naczelny@cmyk.media.pl

Używamy ciasteczek w celu dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych, a także tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych. View more
Akceptuj
Skip to content