Martyna Kubiak, liderka zespołu Ranne Ptaszki, opowiada o płycie „W pełni”
– Zaczynaliście jako Early Birds, kiedy i dlaczego zdecydowaliście o spolszczeniu swojej nazwy?
– Zauważyliśmy, że angielskojęzyczna wersja sprawia kłopot wielu spośród tych, którzy z różnych powodów mieli ją wymówić. Często omijano ten kłopot określając nas skrótowym „Birds”, albo nazywając po prostu „Ptaszkami”. Potem przyszedł czas, w którym na kilka lat całkowicie zawiesiliśmy działalność. Reaktywacja zespołu wydała mi się idealnym momentem na zmianę nazwy, zasadną tym bardziej, że aktualnie piszę już wyłącznie polskie teksty. Dostrzegam też, że dużo lepiej myśli mi się o naszym zespole w ojczystym języku.
– Właśnie ukazała się wasza druga płyta. Domyślam się, że materiał mocno różni się od tego z debiutanckiego krążka…
– Pierwsza płyta była wynikiem mojej wygranej w Międzynarodowym Konkursie Jazzowym Dla Muzyków Śpiewających „Voicesingers”. Wydana przez słowacką wytwórnię Hevhetia powstawała w pośpiechu, jako dość przypadkowa zbieranina piosenek, które mieliśmy pod ręką… Od tamtej przygody minęło siedem lat, gramy w nieco zmienionym składzie, jesteśmy dojrzalsi życiowo i muzycznie. Dojrzewał też pomysł na drugą płytę. Czas nas nie gonił, dzięki czemu jest ona solidnie przemyślana i spójna. Od początku widziałam w niej pewną dwoistość, która ostatecznie zaowocowała dwoma równymi częściami, liczącymi po pięć utworów. Pierwsza piątka jest mroczna, niepokojąca w przekazie i hipnotyzująca, a druga jasna, pogodna i dająca nadzieję. Płyta nosi tytuł „W pełni” i mogę się tylko cieszyć, że rzeczywiście jest opowieścią o pełni, zawierającej ciemną i jasną stronę życia. Dodatkowego smaczku całej historii dodaje fakt, że realizacji nagrań dokonywaliśmy w czasie pełni księżyca. Materiał wzbogacił udział kwartetu smyczkowego, dla którego aranżacje opracował niezastąpiony Nikola Kołodziejczyk i który w początkowym zamyśle miał być obecny tylko w trzech utworach, a ostatecznie zagrał od początku do końca. W utworach obowiązkowo dźwięczy wibrafon, przelotnie pojawia się gitara, nie ma fortepianu. Mamy jedną kompozycję instrumentalną, która niejako spina w całość obie części materiału. Pierwszy utwór – „Jemnanoc” – to wiersz Krzysztofa Kościelskiego, reszta tekstów jest mojego autorstwa, mój jest oczywiście także głos w piosenkach…

– W Galerii Sztuki Muzycznej i Obrazu na chorzowskim rynku na 20 czerwca planowana jest prezentacja winylowej edycji płyty „W pełni”. Jak wynika z zapowiedzi, można będzie posłuchać nie tylko nagrań, ale także wykonań „na żywo”…
– Myślę, że wydarzenie stanie się ciekawym doświadczeniem nie tylko dla słuchaczy, ale także dla nas. Zaplanowaliśmy minirecital w duecie – będzie mi towarzyszyć tylko basista Mateusz Szewczyk, który wesprze mnie także w opowiadaniu o płycie. Już dziś zapraszam też na koncert Rannych Ptaszków, zaplanowany na wrzesień w Chorzowskim Centrum Kultury, w czasie którego będzie nas można posłuchać w pełnym, jedenastoosobowym, składzie z płyty – z towarzyszeniem kwartetu smyczkowego.
– Macie niezwykłego sprzymierzeńca na muzycznym szlaku w osobie Marka Niedźwieckiego. Jak przecięły się wasze ścieżki?
– Nasza pierwsza płyta wpadała mu w ucho kiedy był jeszcze związany z radiową „Trójką”, a wzajemna sympatia przetrwała aż do teraz i trwa w czasach Radia 357. Miałam przyjemność odwiedzać go w studio, nasze utwory pojawiają się w jego audycjach, trzykrotnie znalazły się też na płytowych składankach z cyklu „Smooth Jazz Cafe”. Lepszego sprzymierzeńca na polskim rynku muzycznym chyba nie moglibyśmy sobie wymarzyć…







