Kiedy na początku roku 1994 Piotr Pilawa stanął w progu małej chorzowskiej galerii Fama ART miał czterdziestkę na karku, przykurzony, siedemnastoletni dyplom Akademii Sztuk Pięknych w kieszeni i dwa obrazy pod pachą. W głowie zaś kołatała mu myśl, by wreszcie na poważnie zająć się malarstwem. Wcześniej nie pozwalała mu na to proza codziennego życia rodzinnego.
Ten opis ma w sobie coś ze szkicu do powstającego dzieła malarskiego – w kwestiach zasadniczych się zgadza, w szczegółach jest pospieszny i niedokładny. Chociażby w odniesieniu do tych dwóch obrazów pod pachą. Noszenie miniatur w ten sposób byłoby raczej kłopotliwe…
„Obrazki” przedstawiały widoki śląskich podwórek i zostały docenione w galerii, choć sam autor nie miał o nich najlepszego zdania. Tak czy siak poczyniono w związku z nimi pewne ustalenia. W ciągu kolejnych sześciu tygodni Piotr Pilawa miał przygotować zestaw podobnych w klimacie prac, w ilości pozwalającej na stworzenie z nich spójnej ekspozycji tematycznej. Podjął to wyzwanie, nie spodziewając się zapewne, że tą decyzją na dekady wyznacza sobie miejsce i rolę w lokalnym środowisku artystycznym. Tymczasem tak właśnie się stało: Piotr Pilawa został malarzem śląskich podwórek, ajnfartów, chlywików i familoków.

– Tkwię w tym po uszy i z uporem obracam się wokół jednego tematu, zmieniając drobiazgi. Mam okresy, w których w tle moich podwórek pojawia się więcej kotów, ptaków albo dzieci – mówił jakiś czas temu. – Aktualnie znowu jestem w okresie „dziecięcym”. Sporadycznie, tu i ówdzie, umieszczam na płótnie także wizerunek jakiegoś psa – dodał.
Zwykle malował przez cztery czy pięć godzin dziennie od wczesnego rana. Na pracownię przeznaczył jeden z pokoi w swoim mieszkaniu, więc miał naprawdę blisko do pracy.
– Trzymanie „na warsztacie” pięciu płócien jednocześnie to mój sposób na to, by nie popadać w monotonię – tłumaczył. – Od kilku lat jestem na emeryturze i w zasadzie nic już nie muszę, ale cieszę się, że ciągle mogę, bo bez malowania chyba bym zwariował – twierdził.
Komfort braku przymusu pozwolił mu zmienić perspektywę.
– Jeśli z pięciu obrazów, które maluję, wyjdzie choć jeden, to jest w porządku. Kiedyś powinny wyjść trzy, dziś istotniejsze jest to, że przez tych kilka godzin jestem po prostu zajęty – mówił. – Cenię sobie to, że zawsze potrafiłem wyjść z siebie, stanąć obok i popatrzeć z boku. Z wiekiem ten dystans jeszcze się pogłębił. Wcześniej byłem wobec siebie wyłącznie krytyczny. Teraz bywam wyrozumiały. Jeśli obraz nie wyjdzie, to nie wyjdzie. Nie robię tragedii. I uczę się żyć z ograniczeniami, szukam „wyjść awaryjnych”, związanych między innymi z kilkoma zabiegami okulistycznymi. Wiem już na przykład, że nie wrócę do obrazów dużych, sięgających metra – kontynuował.

Około roku 2005 namalował obraz olejny przedstawiający chłopca idącego ulicą na tle muru czy też kawałka elewacji „ozdobionego” symbolem Ruchu Chorzów. Praca pod tytułem „Młody” reklamowała Jesienną Wystawę Stowarzyszenia Chorzowskich Artystów Plastyków. Umieszczono ją na okazałym banerze i plakatach, a także wydano w formie pocztówek, dzięki czemu zyskała spory rozgłos. Wyjątkowym mirem – co zrozumiałe – zaczęła cieszyć się wśród kibiców chorzowskiej drużyny. Z czasem powstało co najmniej kilka wariantów, pod opcjonalnie zmienionym tytułem – „Kibic”.
– Sam najbardziej lubię to pierwsze ujęcie, bo było w pełni naturalne i lekkie, pozbawione ciężaru prób przeskoczenia samego siebie – mówił Piotr Pilawa.
Nie odmawiał jednak, jeśli ktoś prosił o kolejną wersję. Dzięki temu własne oryginały „Młodego” posiadają m.in. piłkarz i trener Waldemar Fornalik oraz filmowiec Cezary Grzesiuk. Na fali tej popularności obrazy zawierające kibicowskie graffiti stały się kolejnym znakiem rozpoznawczym twórczości Piotra Pilawy.
– W żadnym wypadku nie był to efekt merkantylnej kalkulacji. Nie pcham ich nigdzie na siłę, byle tylko sprzedać obraz. Po prostu zacząłem częściej dostrzegać te symbole i napisy w otaczającej mnie rzeczywistości – wyjaśniał.
Piotr Pilawa urodził się w Krakowie i w tym mieście spędził pierwszy rok swojego życia. Rodzina przeniosła się następnie do Rudy Śląskiej, która stała się także jego stałym miejscem na ziemi. Do Stowarzyszenia Chorzowskich Artystów Plastyków trafił za sprawą także nieżyjącego już dziś kolegi ze studiów, chorzowianina, Jana Herli. Zasilił szeregi twórczej organizacji jako członek wspierający, z prawem udziału w dorocznych jesiennych wystawach. Przez lata był też pracownikiem merytorycznym swoistego matecznika SChAP – Miejskiej Galerii Sztuki MM w Chorzowie. Z Janem Herlą – świetnym akwarelistą i uznanym rysownikiem satyrycznym – przygotował kilka wspólnych wystaw, co poczytuje sobie za zaszczyt. Szczyci się też długoletnią współpracą z rudzkim (urodzonym w Chorzowie) literatem i poetą Krystianem Gałuszką, dyrektorem Miejskiej Biblioteki Publicznej w Rudzie Śląskiej. Do podejmowanych wspólnie inicjatyw jeden pisał teksty, a drugi przygotowywał ilustracje. Efektem ich działań była m.in. „Gazeta plakatowa” i album „Malarska opowieść o gornym mieście na Śląsku”…

Nasze familoki, chlywiki i place powoli odchodzą do przeszłości. Te, które zostały, mijamy na co dzień, dostrzegając jedynie brud, brzydotę i lata zaniedbań. W pracach Piotra Pilawy słabość zamieniała się w moc, a brzydota piękniała, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dlatego (choć z pewnością żachnąłby się na te słowa przez wrodzoną skromność i wysoki poziom samokrytycyzmu) nie zawaham się nazwać go magiem śląskich podwórek i klasykiem współczesnego malarstwa regionu. Znalazł w nim swoją niszę, którą od lat cierpliwie wypełniał kolejnymi pracami, pobrzmiewającymi echem miłości i sentymentu do śląskiej ziemi. O tym, że nie ma przesady w tym stwierdzeniu, najlepiej świadczy fakt, że doczekał gromadki, mniej lub bardziej biegłych w rzemiośle, naśladowców.

– Zdarza się, że o tym, czy coś stanie się dla mnie tematem obrazu, decyduje jakiś drobny szczegół. Tak było chociażby w przypadku skrzynki na listy, którą zauwałyłem na chorzowskiej ulicy 3 Maja. Mogę powiedzieć, że urzekła mnie jej historia, znaczona śladem na murze, świadczącym o tym, że ktoś ją kiedyś przewiesił. Bez tego pozostałaby zwykłą, nudną skrzynką i nigdy nie trafiłaby na płótno – opowiadał.

14 września 2024 roku Piotr Pilawa otworzył swoją – jak się okazało ostatnią taką – indywidualną wystawę w Galerii Spełnionych Marzeń, działającej w gościnnych progach Klubu Chorzowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej „Pokolenie”. Namawianie go na to przedsięwzięcie okazało się wcale niełatwe i trwało latami. W końcu uległ. Wybrał na nią 26 obrazów, w tym kilka tych z bramami niesamowicie kolorowych familoków, które zaczęły się pojawiać na jego płótnach około dekadę temu. Malując je zdecydował się sięgnąć po żółtą i różową farbę. Jak sam mówił – po raz pierwszy w życiu. Nawet ten manewr w choćby najmniejszym stopniu nie utrudnił oglądającym rozpoznania autora obrazów na pierwszy rzut oka…
Piotr Pilawa zmarł 25 czerwca 2025 roku w wieku 72 lat. Zaledwie pięć dni wcześniej obchodził urodziny… Uroczystości pogrzebowe artysty rozpoczną się 28 czerwca 2025 roku o godzinie 11.00 w kościele p.w. Ścięcia Św.Jana Chrzciciela w Rudzie Śląskiej-Goduli, przy ul. Katola Goduli 22.



















