Przeniesienie do Wisły pełnej wersji spektaklu „Pilch/Dzienniki” ze sceny Teatru Polskiego w Szczecinie byłoby wyzwaniem prawdopodobnie ponad siły. Trzynastoosobowa obsada, kostiumy i zbudowana na obrotowej scenie scenografia, której podstawą jest odtworzony z dbałością o szczegóły pokój Jerzego Pilcha z warszawskiego mieszkania na Hożej… – jakkolwiek by się napinać, jakkolwiek by się wytężać – nie ma warunków.

Cóż zatem? Rozłożyć ręce z bezradnym „nie da się” i zamknąć temat? Tak się na szczęście nie stało. Na szóstą edycję Festiwalu Słowa im. Jerzego Pilcha „Granatowe Góry” przyjechał Sławomir Kołakowski – odtwórca roli Jerzego Pilcha w inscenizacji, wyreżyserowanej przez Artura „Barona” Więcka. Odpowiadając na zaproszenie dyrektora festiwalu, Andrzeja Drobika, aktor przywiózł własną – opracowaną za zgodą reżysera i macierzystego teatru – adaptację spektaklu „Pilch/Dzienniki” do formy monodramu, opartego na wyborze tekstów z pełnej inscenizacji. Akcję osadził w skromniejszej, ale wystarczająco sugestywnej scenografii, stylizowanej na pokój przy Hożej.
Z perspektywy widowni Kołakowski, w czarnej koszuli i spodniach, białych Conversach i charakterystycznych okularach wygląda jak Pilch. Siwa czupryna i niepodrabialna fraza dopełniają obrazu. Snuta ze sceny opowieść jest głęboko ludzka i poruszająca. Poważne refleksje o życiu, chorobie, śmierci, Bogu, alkoholu, bliskich, a w końcu piłce nożnej i literaturze mieszają się z gorzką ironią, satyrą i najwyższej klasy dowcipem. Przez cały monodram Sławomir Kołakowski ani przez chwilę nie wypada z roli – jest Jerzym Pilchem, który, trzęsącymi się od Parkinsona rękami, mierzy się ze swoimi demonami. W finale dostaje za to długie i w pełni zasłużone owacje na stojąco.
Dobrym duchem zrealizowanego w Szczecinie spektaklu „Pilch/Dzienniki” jest żona Jerzego Pilcha, Kinga Strzelecka-Pilch, która wspierała realizatorów nie tylko konsultując szczegóły scenografii. W Wiśle oglądała wersję monodramową z pierwszego rzędu, w towarzystwie Jerzego Baczyńskiego, redaktora naczelnego tygodnika „Polityka”. Jako pierwsza wstała do oklasków.
– Mogę powiedzieć, że jestem fanem twórczości Jerzego Pilcha. Kiedy dowiedziałem się, że będziemy realizować „Dzienniki” i to ja mam być pisarzem na scenie, a potem dostałem scenariusz, w którym miałem do nauki niemało tekstu, czułem, że nie mogę tego robić bez wizyty w Wiśle. Przyjechałem więc w zeszłym roku, dosłownie w chwilę po zakończeniu „Granatowych Gór”. Wszędzie jeszcze wisiały plakaty, ale atmosferę mogłem już tylko wywąchać z powietrza – opowiada Sławomir Kołakowski. – Dzięki życzliwości Andrzeja Drobika mogłem ruszyć wiślańskimi śladami Pilcha, przekonać się, że z balkonu domu jego matki na Parteczniku rzeczywiście widać wiadukt kolejowy. Padające w sztuce słowa: „z przeciwległego zbocza, z przeciwległej części doliny matka macha mi z balkonu, wiem, że tam jest, ale jej nie widzę, ona mnie też nie widzi, ale widzi pociąg…” nabrały namacalnego wymiaru, podobnie jak wiele innych barwnych opisów. To, podobnie jak wieczorno-nocne szwendanie się po mieście, pomogło mi pełniej wejść w rolę – dodaje.
Jak mówi, kiedy oglądał filmową adaptację „Pod mocnym aniołem” – najsłynniejszej powieści Pilcha, nagrodzonej „Nike”, czegoś mu w niej brakowało. – To nie jest zarzut w stronę reżysera, rozumiem, że taki był zamysł, ale sam autor podkreślał w wywiadach, że to dobry film, ale „nie jest o nim”. Miałem to samo odczucie. I staram się, żeby spektakl „Pilch/Dzienniki” to było „sto procent Pilcha w Pilchu” – poprzez język, ironię, dystans do świata i samego siebie. Myślę, że nam się to z reżyserem Arturem „Baronem” Więckiem i autorką scenariusza, Agatą Dąbek, udało. Rola jest dla aktora wymagająca przede wszystkim ze względu na język. Trzeba go rygorystycznie pilnować, bo zmiana choć jednego słowa może wywrócić całość – tłumaczy.

Pokaz monodramu w Wiśle – 5 czerwca 2026 roku – najpewniej otwiera nowy rozdział w historii szczecińskiej realizacji. Można go streścić parafrazą popularnego przysłowia: „Gdzie Teatr nie może, tam Pilcha pośle”. Okrojona do jednego aktora adaptacja to nie to samo, co pełny spektakl (o czym wiślańscy widzowie przekonali się za sprawą trzech scen odtworzonych z nagrań video), ale dzięki tekstom Jerzego Pilcha i aktorskiemu kunsztowi Sławomira Kołakowskiego broni się ponad wszelką wątpliwość, rozbudzając apetyt na całość, ale i nie zostawiając niedosytu.
Pierwszego festiwalowego wieczoru – 4 czerwca 2026 roku – odbyła się natomiast prapremiera słuchowiska „Szkielet pisarza”, poświęconego, a jakże, Jerzemu Pilchowi. Artur Pałyga napisał zaskakujący tekst dotyczący szans na pośmiertnego literackiego Nobla dla jedynego w dziejach pisarza z Wisły. Intryga, w której pobrzmiewają m.in. echa inspiracji powieścią „Spis cudzołożnic” i sztuką „Narty Ojca Świętego”, toczy się wokół zmyślnej mistyfikacji.

Realizacja powstała dzięki współpracy Radia Katowice, Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach i Domu Pracy Twórczej im. Jerzego Pilcha w Wiśle. Słuchowisko wyreżyserował Robert Talarczyk. Wśród wykorzystanych przez realizatora dźwięku Jacka Kurkowskiego efektów znalazły się m.in. odgłosy oryginalnej maszyny do pisania Jerzego Pilcha z jego gabinetu na Parteczniku.
Oficjalną premierę słuchowiska zorganizowano 6 czerwca.







