Utrwalenie wizerunku Andrzeja Skupińskiego jako przedstawiciela estradowego światka śląskiej rozrywki dla prostego ludu to chyba największa krzywda, jaką można by mu wyrządzić. Trudno dziś zaprzeczyć, że za życia był jednym z najbardziej niedocenionych chorzowskich artystów. Najczęściej widziano w nim tego, który talent rozmienia na drobne, zostawiane następnie w zaplutym szynku. Szkoda, że tak się stało. Do historii kultury – i to bezdyskusyjnie – powinien przejść jako twórca wybitny. Świadczą o tym bogate archiwa znakomitych tekstów literackich, jakie po sobie zostawił… Toluś?!

Urodzony 12 lutego 1952 roku w Chorzowie, ukończył najlepsze miejscowe liceum – „Słowaka”. Potem został studentem cieszyńskiej filii Uniwersytetu Śląskiego (lubił żartować, że otwarto ją specjalnie dla niego, żeby mógł ukończyć studia, skoro startując w uniwersyteckie progi w Katowicach, znalazł się „pod kreską” nie uzyskując upragnionego indeksu).
W latach 1974–1977 i 1980–1993 pracował jako nauczyciel języka polskiego w szkołach podstawowych, literacką polszczyzną władał na poziomie mistrzowskim, podobnie jak śląszczyzną, a przez swoich uczniów był uwielbiany.

Krótko kierował klubem studenckim Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach i był bibliotekarzem Centrum Kultury Budowlanych w tymże mieście. Parał się także dziennikarstwem. Przede wszystkim jednak zajmował się artystyczną
działalnością estradową. Był autorem i wykonawcą tekstów i piosenek kabaretowych, a także tłumaczem amerykańskiej klasyki estradowej oraz popularnych piosenek francuskich, niemieckich i rosyjskich na język polski i śląski.


Andrzej „Toluś” Skupiński. Fot. Marcin Bulanda

W czasach studenckich spotkał Jerzego Kronholda, współtwórcę literackiej Nowej Fali. Spotkanie to zaowocowało m.in. realizacją dramatu Petera Handkego „Publiczność zwymyślana”. To od tej premiery, która miała miejsce w 1973 roku, Andrzej Skupiński datował prawdziwe zawodowe początki w świecie sztuki. Na swoim koncie zapisał jeszcze dwa monodramy: „List otwarty do zmarłej dziewczyny” Gilberta Cesbron i „Kiedy chcę płakać – nie płaczę” Miguela Otero Silvy. W 1975 roku zaczął współpracę ze studencką rozgłośnią radia „Egida”, a od roku 1976 pojawiał się na estradzie kabaretowej.

W roku 1980 zadebiutował na dużym ekranie w filmie „Grzeszny żywot Franciszka Buły”. Odkryty przez reżysera Janusza Kidawę wykreował niezapomnianą postać górnika Brzuski. W kolejnych latach współpracował jeszcze z Januszem Kidawą jako aktor w filmach „Anna i Wampir” oraz „Komedianci z wczorajszej ulicy”, a także w serialu telewizyjnym „Budniokowie i inni”.

Pojawił się też w filmach Lecha Majewskiego „Angelus” i Roberta Glińskiego „Benek”, zaś w ostatnim czasie współpracował przede wszystkim ze śląskim twórcą kina niezależnego Eugeniuszem Kluczniokiem. Rok 1991 przyniósł dokument kreacyjny – pracę dyplomową Marka Fałata – „Lekcja polskiego”, oryginalną realizację pokazującą codzienność nauczyciela – prekursora szkolnych lekcji śląskiego. Andrzej Skupiński wspominał to przedsięwzięcie z wielkim sentymentem, podobnie jak przygodę teatralną, którą przeżył współpracując z Marianem Makulą przy inscenizacji musicali „Zolyty” i „Pomsta”. Ostatnią rolą filmową artysty była postać śpiewającego żałobnika w krótkometrażowych „Pogrzebinach” Wojciecha Stupnickiego. Odnotować jeszcze należy, że w 1988 roku ukazała się kaseta magnetofonowa „Ewald i inni” z piosenkami wydanymi pod szyldem kabaretu „Toluś Party”, zawierająca m.in. głośny „Gelynder Blues” i legendarną „Dorkę”. Parodia „Jolki” zespołu „Budka Sufera” powstała w roku 1983, jako „ogniskowa piosenka towarzyska”, jednak wykonana podczas festiwalu piosenki turystycznej na Rogaczu, „wymknęła się spod kontroli” przynosząc autorowi popularność, ale i znużenie ciągłymi prośbami o kolejne wykonania…

Benefis w Klubie „Pokolenie” Chorzowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Fot. Marcin Bulanda.

Na kabaretowej estradzie najlepiej czuł się w towarzystwie Jerzego Cnoty – najpierw w kabarecie „Ssak”, a później w duecie. „Felek” (Cnota) i „Toluś” (Skupiński) dopełniali się przy tej robocie niemal jak Maklakiewicz i Himilsbach…
U schyłku życia Andrzej Skupiński zdążył posmakować nieco chwały. Dniem triumfu (choć szkoda, że tylko w murach spółdzielczego klubu) okazał się 27 kwietnia 2018 roku, gdy przy pełnej widowni, w otoczeniu serdecznych przyjaciół,
świętował swój benefis 45-lecia pracy artystycznej. 19 czerwca, w czasie gali 6 edycji akcji „Godomy po ślonsku” w Chorzowskim Centrum Kultury odebrał prestiżową statuetkę „Kamrata Ślonskij Godki”. Do końca udzielał się gdzie
mógł i jak mógł – uczestniczył w cyklicznym „Markowym Graniu” organizowanym w słynnej „Leśniczówce”, brał udział w inicjatywach Klubu Chorzowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej „Pokolenie” i spotkaniach literacko-muzycznych w chorzowskiej filii Biblioteki Pedagogicznej. Miał jeszcze wiele planów. Najważniejszym z nich pozostawało wydanie trzytomowego zbioru tekstów literackich. Wszystko w tym względzie miał już od jakiegoś czasu posegregowane,
poukładane i niemal gotowe do druku. Brakowało – tylko i aż – środków na publikację nad czym mocno ubolewał. Ale może – choć 19 grudnia 2018 roku wydał ostatni oddech – nie powiedział jeszcze ostatniego słowa?
Prochy Andrzeja „Tolusia” Skupińskiego złożono w grobie na chorzowskim cmentarzu parafii pw. Ducha Świętego, 21 grudnia 2018…

Fotografia tytułowa: Mariusz Banduch

Autor

Krzysztof Knas

redaktor naczelny magazynu "Chorzów Miasto Kultury". naczelny@cmyk.media.pl

Używamy ciasteczek w celu dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych, a także tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych. View more
Akceptuj
Skip to content